Świadkowie historii. Robotnicy przymusowi wywiezieni do Niemiec podczas II wojny światowej.

Apolonia Czerwińska

Z Łabowej na roboty przymusowe wyjeżdżali Polacy i Łemkowie. Pobór mężczyzn do wojska spowodował w Niemczech wielki deficyt siły roboczej w przemyśle i rolnictwie. Rozpoczęły się masowe wywózki Polaków w wieku 18-60 lat na podstawie rozporządzenia Generalnego Gubernatora Hansa Franka z października 1939 roku. Przepis ten uzupełniono 14 grudnia 1939 i objęto nim również młodzież od 14 roku życia. Z początku liczono na dobrowolne wyjazdy Polaków i rozpowszechniano hasło: Jedźcie z nami do Niemiec. Polacy w odpowiedzi na ten apel propagowali hasła: Jedźcie sami do Niemiec! Szybko jednak wyjazd do Niemiec był obowiązkiem pod groźbą obozu koncentracyjnego, wywózki całej rodziny lub śmierci.

Zdjęcie Apolonii Czerwińskiej zrobione w Ebhausen, 1941 r. 

Polacy pracowali przeważnie w gospodarstwach rolnych (u bambrów) i w przemyśle zbrojeniowym. Traktowano byli w sposób zróżnicowany w zależności od charakteru osobowościowego pracodawcy. Z reguły to była ciężka niewolnicza praca, a Polaków traktowano jako ludzi gorszej kategorii, dokuczał im głód i zimno oraz tęsknota za krajem i rodziną. Z Łabowej byli wywiezieni na przymusowe roboty do Niemiec Polacy: Józef Saczka, jego siostra Józefa Saczka, Apolonia Czerwińska (z domu Zaczyk), Antoni Dybiec, Kazimierz Wojtowicz, Władysław Łatka, Helena Ciwińska (z domu Kowalik), Julia Jopek (z domu Kowalik), Zofia Frączek (z domu Kowalik, Karolina Kowalik, Ludwik Kowalik, Maria Gomulec (z domu Kowalik), Józef Lelito oraz jego brat Jan Lelito z Czaczowa i inni.

Lista wywiezienionych do Niemiec w latach 1941-1944  Łemków sporządzona została w oparciu o dane zamieszczone w wydanej w języku ukraińskim książce Lwa Mączaka, Iwanny Połyniak i Nadii Jóskiw, Łabowa. Łemkowska wieś naszej pamięci, wyd. Iwano-Frankowsk 2006, str. 76, seria: Biblioteka Łemkowszczyzny:
  1. Dziadyk Antonina
  2. Zagraj Włodzimierz
  3. Zagraj Michał
  4. Zagraj Julia
  5. Ziaja Piotr
  6. Koziar Iwan
  7. Kościółek Iwan
  8. Kulanda Hanna
  9. Marczak Wasyl
  10. Maslej Józef
  11. Maslej Piotr
  12. Maslej Paweł
  13. Maslej Krystyna
  14. Mołodec Ksenia
  15. Murdza Iwan
  16. Murdza Julij
  17. Murdza Piotr
  18. Ośnik Ewa
  19. Ośnik Fiedko
  20. Pletenik Julian
  21. Połyniak Julia
  22. Połyniak Julian
  23. Połyniak Paweł
  24. Polański Stefan
  25. Rewak Piotr
  26. Jaszczyszak Matrona

Apolonia Czerwińska (ur. 1923 w Nawojowej), córka Karoliny i Franciszka Zaczyków. Rodzice Apolonii osiedlili się w Łabowej przed I wojną światową. Ich dom rodzinny stał w pobliżu dzisiejszego Ośrodka Zdrowia. Ojciec Franciszek walczył na froncie włoskim, dostał się do niewoli i wrócił do Polski w 1919.  Domu jednak nie zastał, bo spalili go Rosjanie, więc z czasem kupił drugi dom po drugiej stronie drogi. Kiedy wybuchła II wojna światowa, Apolonia skończyła w lutym16 lat. Brat Michał pracował w tartaku w Łabowej, który przejęli po Żydach Niemcy, dlatego nie został wysłany na roboty przymusowe. Siostra Franciszka uniknęła wywózki, uciekając do Nawojowej. Apolonia została wezwana przez sołtysa Kaliniaka, który rozdawał kartki z wezwaniem. Miała stawić się w budynku polskiej szkoły. Tam podstawiona była ciężarówka, którą zawieziono wezwanych do Krakowa, gdzie był zbiorczy punkt wysyłkowy. Był maj 1940 rok. Z Łabowej jechali z Apolonią jednym transportem: Zofia Kowalik (później Frączek), Antoni Dybiec (Polak, mieszkał koło polskiego cmentarza), Kazimierz Wojtowicz, Józefa Saczka, Władysław Łatka z żoną Marią, która w rezultacie nie wyjechała), kilku Łemków, których nazwisk nie pamięta. W Krakowie czekali kilka dni na transport do Niemiec. 

Kolejny etap podróży pociągiem to Kraków – Ulm na Dunajem (Badenia-Wirtembergia). Przebywali tam 3-4 dni, dokładnie nie pamięta. Tam wszyscy poddani zostali badaniom lekarskim, wykąpali się, dezynfekowano im ubrania (gazowali nasze ubrania). Apolonia poznała w Ulm kilka dziewcząt (panien) z Muszyny. Z Ulm rozsyłano Polaków do pracodawców, którzy sobie ich wybierali według potrzeb. Apolonia trafiła do wsi Ebhausen (niedaleko Karlsruhe, powiat Calw w północnym Schwarzwaldzie) do gospodarstwa Luizy i Hansa Schillów. Oprócz dużego gospodarstwa rolnego (konie, hodowla świn, dwa duże ogrody, sad) Schillowie prowadzili pensjonat Waldhorn i dwie restauracje. Apolonia pracowała w pensjonacie. Sprzątała pokoje, pracowała w pralni, robiła zakupy w piekarni, czyściła gościom buty, nosiła z dworca walizki gości przyjeżdżających z Berlina, Stuttgartu i innych miast. Co drugi tydzień miała wolną niedzielę. Nosiła jak wszyscy pracownicy przymusowi fioletowy kwadracik z żółta literą P, który musiał być dobrze przyszyty do ubrania. Kiedy była konieczność wyjazdu do innej miejscowości np. do pobliskiego miasta Nagold do kościoła (jechało się tam pociągiem), należało mieć przepustkę wydaną przez magistrat. Po terenie wsi Ebhausen wolno było poruszać się do godz. 21.00. Hans Schiller nie należał do partii faszystowskiej. Wykształcony we Francji odnosił się z szacunkiem do przedstawicieli różnych nacji. W jego gospodarstwie pracowali Rosjanie, Polacy, Francuzi. Pani Apolonia była traktowana dobrze, płacone miała jak służąca Niemka, z którą mieszkała w 2-osobowym pokoju. Pokój nie był w zimie ogrzewany. Goście nocowali tylko w tych pokojach, gdzie były piecyki węglowe.

Pracodawcy i ich córki, Berta i Helena, uczyli ją języka niemieckiego z książek przyniesionych przez niemieckiego nauczyciela-komunistę (żywił się w restauracji u Schillów). Pierwsze pełne  zdanie po niemiecku powiedziała do gospodarza Schilla i brzmiało: Czy to Twoje jabłonie w ogrodzie? Po wojnie mówiła już nieźle po niemiecku. W Ebhausen krajobraz północnego Schwarzwaldu przypominał Apolonii rodzinny beskidzki krajobraz. W Ebhausen pracowali w fabryce amunicji polscy jeńcy wojenni, których później przekwalifikowano na pracowników cywilnych i rozesłano do różnych gospodarstw rolnych. W fabryce po zajęciu Francji przez Niemcy pracowali jeńcy francuscy. Zdarzały się drastyczne sytuacje np. Polak z Krakowa został powieszony za kontakty seksualne z Niemką. Wszyscy mieli obowiązkowo wziąć udział w egzekucji. Apolonia nie poszła, bo gospodyni Schillowa zadzwoniła do magistratu i nie pozwoliła jej iść. Natomiast gdy w lesie zginął w wypadku przy zwózce drewna Polak, Schillowa załatwiła jej przepustkę i pozwoliła jechać na pogrzeb. W sąsiedniej wsi Waldorff był lokal dla Polaków, można tam się było spotkać, coś zjeść, potańczyć. Pani Schille pozwalała jej czasem wyjechać i spotykać się z dziewczętami z Muszyny.

W maju 1945 roku do Ebhausen wkroczyły wojska francuskie i rozpoczęła się okupacja francuska. Robotnicy przymusowi mogli wrócić do ojczyzny. Francuzi organizowali dla nich transport powrotny, namawiali jednak do pozostania na terenie Niemiec, z czego, jak twierdzi pani Apolonia, wielu skorzystało. Delegaci Czerwonego Krzyża namawiali natomiast do powrotu. W pensjonacie Waldhorn w Ebhausen był zorganizowany obóz (lagier) dla powracających robotników przymusowych. Tam pani Apolonia oczekiwała na powrót do Polski. W pierwszej kolejności wyjeżdżali chorzy, rodziny, następnie osoby samotne. Transporty mogły ruszyć dopiero w listopadzie 1946 roku. Pociąg prowadził bydlęce wagony, jeden wagon sanitarny i pod konwojem straży francuskiej odwiózł Polaków przez Czechy do Czechowic-Dziedzic. Tam czekała na transport polska komisja, która rejestrowała wracających, sprawdzała kenkarty, zatrzymywała volksdeutschów, dawała bilet wolnej jazdy do domu. Pani Apolonia wróciła przez Kraków, Nowy Sącz do Łabowej po 6 latach pracy przymusowej dla III Rzeszy. Mając teraz 88 lat twierdzi zdecydowanie, że nie narzeka, była dobrze traktowana, nie była głodna, moi gospodarze to byli dobrzy ludzie. Z pobytu w Niemczech miała różne dokumenty i fotografie, ale nie zachowały się.

Historia pani Apolonii jest fragmentem dłuższego artykułu o robotnikach przymusowych z gminy Łabowa, który przygotowuję do druku.

Celina Cempa 

Zdjęcie udostępniła rodzina syna Jana Czerwińskiego z Łabowej. Dziękuję.