Kiedy przeczytałam „Akuszerki” Sabiny Jakubowskiej, tę niesamowitą historię kobiet z rodu Diabelców i Dadejów żyjących w Jadownikach k. Bochni, uświadomiłam sobie, że w  każdym mieście, wsi czy przysiółku były takie kobiety. O ich niezwykłych umiejętnościach świadczyła ilość przyjmowanych na świat zdrowych dzieci. Kobiety-akuszerki osiągnęły pewien awans społeczny. Proboszcz parafii miał obowiązek wpisywać imię i nazwisko akuszerki obecnej przy narodzinach do Liber Natorum w aktach metrykalnych parafii: obsterix nulla praesens – tak zaznaczano w księdze urodzeń brak akuszerki przy porodzie, a zapis obsterix partui praesens oznaczał, że akuszerka obecna była przy porodzie.

Kunegunda Nieć (1892-1988). Fot. Archiwum Rodziny Nieciów

Najczęściej w Księdze Urodzonych wpisywano skrót „Obst.” oraz imię i nazwisko akuszerki. Dzisiaj rolę akuszerki przejęła położna, a słowo „akuszerka” jest już słowem przestarzałym. Akuszerkę  nazywano w wyższych kręgach „madame”, a poza nimi zwyczajnie „babką” lub „krajcbabką”.

    W Łabowej w latach międzywojennych z racji struktury narodowościowej akuszerkami były głównie Łemkinie. Nie ma jednak dokumentów potwierdzających, by miały uprawnienia do wykonywania zawodu. Od czasów reorganizacji gminnej opieki zdrowotnej w 1889 i 1891 r., władze samorządowe były zobowiązane do zatrudniania egzaminowanych akuszerek. W gminie Łabowa nie udało mi się znaleźć potwierdzenia o zatrudnianiu takowej. W protokołach Rady Gminnej w latach 1910-1923 wykazywane są wydatki na weterynarza, policjanta, oglądacza zwłok, oglądacza bydła, kominiarza,  leśniczego gminnego, pisarza, ale wydatków na akuszerkę nie było w projektach budżetu gminy.

 

Akuszerka na rycinie z XVI w. Biblioteka Narodowa

Sytuacja chyba nie zmieniła się po odzyskaniu niepodległości. Dopiero podczas lustracji gminy w 1938 r. zapisano wyraźnie, że brak lekarza okręgowego i akuszerki dyplomowanej. Gmina na cele zdrowotne wydała w roku 1937/38 zaledwie 112,90 zł. Pod względem sanitarnym w gminie było kiepsko. Odnotowano 190 studni i jedną żydowską łaźnię rytualną. Czyniono starania o wybudowanie studni na rynku, bo „lud cierpi z braku czystej wody”. Wykazano zatem podczas wspomnianej lustracji zaniedbania zakresie zdrowotnym i gmina planowała wziąć kredyt w wysokości 240 zł na zatrudnienie „egzaminowanej akuszerki”. W aktach metrykalnych nie ma jednak śladu po tych obietnicach poczynionych zapewne na okoliczność lustracji, a wybuch wojny niczego nie zmienił. W dalszym ciągu miejscowa ludność korzystała z usług „babek”, które pomimo braku państwowych uprawnień, cieszyły się uznaniem lokalnej społeczności. W aktach metrykalnych parafii rzymskokatolickiej od 1935 r. figurują najczęściej: Anna Wrona (Łemkini), Katarzyna Zaczyk oraz Kunegunda Nieć, a w potrzebie sporadycznie wpisane były najbliższe krewne obecne przy narodzinach dziecka (matka, teściowa).

Najbardziej znaną i cenioną akuszerką w Łabowej i okolicy była przed wojną i po wojnie Anna Wrona zwana „Wronichą” (żona Tymka Wrony) oraz Kunegunda Nieć. W katolickiej parafii Łabowa najstarszy odnaleziony przez mnie wpis w księdze urodzeń z akuszerką Nieciową pochodzi z 1932 r. Na świat przyszła wówczas Janina Oleksy. Kunegunda odbierała porody od końca lat 20. do początku lat 60. XX w., ciesząc się zasłużoną opinią sprawnej i kompetentnej „babki”, przy której nie zmarło żadne dziecko. W gminie wykształcona położna zamieszkała w połowie lat 50. XX w. Była nią Melania Polak z Hyrów pochodząca ze Zdyni, która mieszkała w centrum Łabowej i została zaakceptowana przez kobiecą społeczność. Nie umniejszając roli fachowej siły położnej, wzywano jednak w razie potrzeby lub w nagłym wypadku „babkę” Niećkę.

Kunegunda Nieć urodziła się w Barcicach jeszcze w XIX w. Był rok 1892, kiedy 9 kwietnia przyszła na świat mała Kundzia, córka Jakuba Pawlika i Marii z Tokarczyków. Oprócz niej Pawlikowie mieli jeszcze sześcioro dzieci: Józefa 1895-1970, Katarzynę ur. 1898, Marię ur. 1901, Elżbietę ur. 1903, Jana ur. 1905 i Zofię ur. 1908. Dziadkami Kunegundy byli Szymon i Elżbieta Pawlikowie oraz Józef Tokarczyk i Agnieszka z Górków.

Kunegunda miała dwóch mężów. Pierwszego poślubiła, mając 16 lat. Był nim Jan Hebda ur. 3 maja 1882 r. w Żeleźnikowej, syn Macieja i Zofii Lebda. Ślub odbył się w Barcicach 20 lipca 1908 r. Małżeństwo zostało zaaranżowane przez ojca i stryjów. Postanowiono wydać Kundzię za Jana Hebdę, kawalera z Żeleźnikowej. Kandydatura była atrakcyjna z racji posiadania przez niego gospodarstwa, a Kunegundę nikt o zdanie nie pytał. Kiedy swaty przyszły z Kundzią na spotkanie z kandydatem na męża, musieli na niego czekać, bo pojechał po cetynę do lasu. „Narzeczony” nie oponował i ślub się odbył. Kunegunda zamieszkała u męża w Żeleźnikowej. W domu rodzinnym Jana mieszkali razem z jego matką i siostrą, które niezbyt przychylnie odnosiły się do Kunegundy. Starały się nawet nie dopuszczać do spełniania obowiązków małżeńskich przez Jana. Ich „zabiegi” okazały się skuteczne, bo syn Jan urodził się dopiero 12 marca 1912 r. Hebdowie prowadzili wspólnie gospodarstwo rolne. Kunegunda sprzedawała w Starym Sączu masło, mleko, jajka, sery, a w sezonie wiśnie, bo mieli piękny wiśniowy sad. Pieniądze musiała jednak oddawać teściowej. Czasem udało jej się zachować parę groszy na własne potrzeby.

Akt chrztu Kunegundy Pawlik, 1892, Liber Natorum Barcice

Po wybuchu I wojny światowej Jan Hebda został powołany na front, z którego już nie wrócił. Kunegunda nigdy nie zobaczyła już męża. Nie udało mi się ustalić daty śmierci Jana Hebdy, nie figuruje w aktach metrykalnych Żeleźnikowej ani na listach strat Verlustlisten wydawanych przez C.K. Ministerstwo Wojny w Wiedniu. Została „żołnierką” i kiedy zaczęła spotykać się z Michałem Nieciem (1892-1970), kawalerem z Poręby, naraziła się na plotki. Michał Nieć służył w pułku ułanów i był przystojnym mężczyzną. Bardzo się podobał Kunegundzie. Z tego związku urodziła się córka Weronika (1918-1942), nosząca jednak nazwisko nieobecnego Jana Hebdy. W 1938 r. Weronika poślubiła Franciszka Górkę ur. 1916 r. pochodzącego z Jamnicy. Górkowie mieszkali w Łabowej, gdzie przyszła na świat ich jedyna córka Maria (1939-2018). Wcześnie została osierocona, bo Weronika zmarła na czerwonkę podczas okupacji w 1942 r., a ojciec ponownie się ożenił z Franciszką Zaczyk (1914-1967) z Łabowej.

Zdjęcie Michała Niecia w mundurze wykonane w Cieszynie w k.k. Hof-Photograph Heinrich Jandaurek Stefanie Strasse 60 w  1914 r. Fot. Archiwum Rodziny Nieciów

Kunegunda dowiedziała się o śmierci męża z urzędowego pisma. Z tym pismem poszła do księdza proboszcza z prośbą o przeczytanie. Sama nie umiała bowiem czytać i pisać. Informacja o śmierci Jana Hebdy wyjaśniła sytuację prawno-cywilną Kunegundy. Okazało się, że Michał obiecał ją poślubić pod warunkiem wykupienia go z wojska. Kunda nie namyślając się długo, sprzedała połowę gospodarstwa i wykupiła go. Druga połowa przypadła synowi Janowi Hebdzie. Mogła zatem wyjść za mąż. Przystojny ułan Michał Nieć urodził się  21 stycznia 1892 w Porębie Małej w parafii Żeleźnikowa. Był synem Stanisława i Marii Michalik. Ślub odbył się 12 lutego 1919 r. w Żeleźnikowej.

Akt ślubu Michała Niecia z Kunegundą Pawlik, wdową po Janie Chebdzie, 1919. Źródło: Liber Copulatorum parafii Żeleźnikowa

Nieciowie mieszkali w Żeleźnikowej, gdzie przyszły na  świat ich dzieci: Michał (1920-1939), Bolesław (1923-2000), Andrzej (1925-2010), Mieczysław (1927-1993) oraz Joanna „Haśka” (1929-1993), zamężna Lelito.

Akt urodzenia Michała Niecia, syna Michała i Kunegundy Pawlik, poległego w kampanii wrześniowej. Liber Natorum 1920, Żeleźnikowa

Nieciowie osiedlili się w Łabowej prawdopodobnie na początku lat 30. XX w.. Nikt nie zna powodów zmiany miejsca zamieszkania. Możliwe, że pełnoletni już spadkobierca Jan Hebda ożenił się, a dla Nieciów nie było już miejsca? Jan Hebda – syn Kunegundy z pierwszego małżeństwa – był dwukrotnie żonaty: I v. z Heleną Legutko, z którą miał jedną córkę, II v. Zofią Święs z Bombów ur. 1913 r. w Bartkowej na Podolu, mieszkająca w Łabowej wdową po Stanisławie Święsie (1902-1955), pochodzącym z Wojnarowej.

Michał Nieć (1892-1970). Fot. Archiwum Rodziny Nieciów

W Łabowej przyszła jeszcze na świat Maria Nieć ur. 10.06.1933 r., córka Kunegundy i Michała, która zmarła zaraz po narodzeniu. Początkowo Nieciowie mieszkali na Morgach w sąsiedztwie rodziny Oleksych w małym domku. Domku już nie ma, a działkę, na której stał zabrała woda Łabowczańskiego Potoku. Po reformie rolnej objęli gospodarstwo rolne w Łabowej po Łemku Wiewiórze. Gospodarstwa objęli również synowie Mieczysław i Bolesław w Łabowej, a Jędrzej w Roztoce Wielkiej. Michał Nieć zmarł 16 marca 1970 r. z powodu wylewu krwi do mózgu, przeżywszy 78 lat. Kunegunda zmarła 7 marca 1988 r. w wieku 96 lat.

Czas II wojny światowej Nieciowie spędzili w Łabowej. Syn Michał powołany do wojska służył w kompanii saperów, zginął podczas kampanii wrześniowej, spoczywa na cmentarzu wojskowym na Powązkach. Kunegunda pobierała po nim rentę i mawiała: „Michasia nie mam, ale mnie utrzymuje”. Synowie Mieczysław i Jędrzej czas okupacji spędzili na robotach przymusowych na terenie Austrii w miejscowości Wilhelmsburg w kraju związkowym Dolna Austria (Niederösterreich) w okolicy St. Pölten. Jędrzej od marca 1941 r. do kwietnia 1945 r. pracował u bauera, a Mieczysław w tym czasie zatrudniony był w fabryce porcelany. Prawdopodobnie chodzi o znaną fabrykę porcelany LAUFEN w Wilhelmsburgu, która działa nieprzerwanie od 1795 r., a obecnie produkuje ceramikę sanitarną. Jędrzej w miarę możliwości przynosił ukradkiem bratu jedzenie, bo robotnicy fabryczni cierpieli głód. Matka Kunegunda wysyłała mu chleb, aby nie umarł z głodu. Obydwaj na szczęście wrócili z robót przymusowych, ożenili się i zaczęli gospodarować.

Pierwszy ożenił się Bolesław. W 1945 r. wziął ślub z Zofią Freiberg ur. 29.10.1918 w Nawojowej – Łęgu, córką Wawrzyńca i Katarzyny Ziobrowskiej. Mieli dzieci: Teresę Bańkosz, Bolesława, Michała, Zofię Nieć-Olejniczak, Krystynę Mróz, Janusza.

Jędrzej ożenił się w 1947 r. w Jazowsku z Teresą Waligórą ur. 25.10.1928 w Kadczy, córką Jakuba i Łucji Lizoń. Objął gospodarstwo w Roztoce Wielkiej. Dzieci: Franciszek, Melania Bełżecka, Teresa Hebda, Tadeusz, Ewa Bujalska, Andrzej, Zbigniew (1963-1996) i Zdzisław – bliźniacy, Bernadeta Kozieńska, Waldemar.

Mieczysław w 1948 r. poślubił Marię Kotlarz (1930-2015), ur. w Przyszowej, a zamieszkałą w Wysokiem, córkę Wincentego i Anny Ciapała. Mieszkali w Łabowej. Mieli dzieci: Władysława 1949-2019, Annę Michalską, Adama, Józefa 1953-1963, Mieczysława, Stanisławę Leśniak, Kazimierę Frączek, Piotra, Andrzeja, Jana 1961+, Roberta.

Córka Joanna „Haśka” zamieszkała w Łabowcu z mężem Wincentym Lelitą (1924-2006), urodzonym w Barnowcu, synem Franciszka i Tacjanny Zielonka. Ślub zawarli w 1947 r. w Łabowej. Dzieci: Janina Król, Zofia Bobak, Maria Skoczeń (1950-2022), Jan, Józefa Cienka i Weronika+ – bliźniaczki, Wincenty.

Wesele wnuka Wincentego Lelity, 1980, druga po lewej Kunegunda Nieć, pierwszy z prawej ks. Józef Góra, proboszcz parafii w Łabowej, na wprost siedzi Joanna „Haśka” Lelito, córka Michała i Kunegundy Fot. Archiwum Rodziny Nieciów

Kunegunda Nieć zwana „babką Niećką” była wiejską akuszerką, ale nie posiadała fachowego przygotowania. Nie ukończyła żadnej szkoły akuszerek, do której niektóre władze gminne wysyłały kobiety, aby pracowały później w gminie. Tak było w przypadku gminy Podegrodzie, która sfinansowała naukę Wiktorii Głuc „Głucki” w Szkole Położnych w Krakowie. Akuszerki, „babki”, „krajcbabki” w XIX w. bywały też plagą, bo niektóre nie miały wyobrażenia o zawodzie, często były to pijaczki, do czego przyczyniał się zwyczaj częstowania „pępkówką” po narodzinach dziecka. Przeważnie jednak tę funkcję sprawowały starsze doświadczone kobiety, które dobrze wiedziały, jak pomóc kobiecie i noworodkowi. Kunegunda nabyła wiedzę akuszerki przez doświadczenie oraz fenomenalne wyczucie. Swoją przygodę i karierę akuszerską zaczęła przez przypadek jeszcze w Żeleźnikowej. Pomogła przy porodzie sąsiadki, młodej niepełnosprawnej dziewczyny, która chyba nie była świadoma, że jest w ciąży. Nie wiedzieli też o tym jej rodzice. Kiedy przychodziły na nią skurcze, trzymała się za rękę i wołała: „ale mnie bolą palce!”. Kunegunda przybiegła do sąsiadów zawezwana przez jej matkę i szybko zorientowała się, co się dzieje. Odebrała wówczas pierwszy poród. Później zaczęto wzywać ją do kolejnych i tak się zaczęło. Asystowała przy porodach u boku doświadczonych akuszerek i okazała się bystrą obserwatorką i bardzo pojętną kobietą. Szybko stała się „wziętą” akuszerką. Twierdziła, że wystarczyło jej popatrzeć kobiecie w oczy, by stwierdzić, że jest w ciąży. Odbierała porody w Żeleźnikowej, Nawojowej, Porębie. Najwcześniej udokumentowana praca akuszerki w Żeleźnikowej miała miejsce w 1928, potem w 1929 r. Po przeprowadzce do Łabowej odbierała porody we wszystkich okolicznych miejscowościach. Narodowość nie miała dla niej znaczenia. Chodziła do Łemkiń, Polek, Żydówek, Romek. Z początku liczyła ilość odebranych porodów, ale kiedy przekroczyła liczbę sto przestała, bo stwierdziła, że po co? Za usługi akuszerskie często otrzymywała zapłatę w naturze. Tak płacili szczególnie Łemkowie, których bardzo dobrze wspominała. Nierzadko zapłatą były cztery miarki pszenicy, kawał słoniny, ziemniaki. Mogła za to wyżywić rodzinę. U Żydów natomiast do niej należały pieniążki wrzucane do wody, w której kąpała nowonarodzone dziecko. Po zakończeniu porodu Kunegunda zawsze myła kobietę, przebierała łóżko, kąpała dziecko. Nigdy tego nie pomijała. Higiena była podstawą. Po II wojnie światowej w latach 50. XX w. Kunegunda została aresztowana przez milicję i spędziła w więzieniu trzy doby. Została oskarżona przez jedną z położnych o wykonywanie zawodu bez pozwolenia i stosownych dyplomów. Ujął się za nią pewien lekarz. Pofatygował się i przeprowadził wywiady z kobietami, które korzystały z usług Kunegundy. Udowodnił, że żadna kobieta ani dziecko nie doznały uszczerbku na zdrowiu, a poród przyjęty był fachowo. Rodzina nie zna nazwiska tego lekarza. Kunegunda broniła się od oskarżenia w prosty sposób: nie mogła przecież odmówić kobietom w potrzebie, skoro akcja porodowa była w toku, a fachowej osoby nie było w pobliżu. Kiedyś podczas trudnego porodu w Nowej Wsi posłano dwie furmanki po pomoc. Jedna pojechała po lekarza, druga po bliżej mieszkającą „babkę” Niećkę. „Babka” zmieniła pozycję kobiety rodzącej i pomału, pomału, doprowadziła do szczęśliwego rozwiązania. Kiedy przebrana, umyta kobieta i dziecko odpoczywali, przyjechał lekarz. Zbadawszy sprawę, pogratulował „babce” i powiedział, że sam lepiej by tego nie zrobił. Dla Kunegundy było to wielkie wyróżnienie i honor.

Komunia wnuczki Anny Lelito, od prawej Kunegunda Nieć, Wincenty i Joanna Lelitowie, Łabowiec 1986 r. Fot. Archiwum Rodziny Nieciów

Była kobietą lubiącą towarzystwo i wesołe spotkania. Potrafiła cieszyć się życiem, zapewne widząc podczas porodów, jakie jest kruche i krótkie. Zawsze miała dobry humor i lubiła żartować. Opiekowała się z oddaniem wnuczką Janiną, córką „Haśki”. Wychowała się jeszcze w czasach austro-węgierskich, w twardych wiejskich warunkach życia. Jej wyobrażenie o świecie odzwierciedlało typowo wiejski pogląd na świat nie wolny od zabobonów, przesądów i archaicznych wierzeń. Opowiadała o „mamunach”, żeńskich demonach w postaci brzydkich starych kobiet, stukających głośno wieczorami nad potokiem. Mamuny mogły szkodzić kobietom w czasie ciąży lub w połogu, zamienić lub porwać dziecko. Znała sposoby zdobycia czy usidlenia kawalera, którego należało „scarować” (zaczarować). Prawdziwą miłość w małżeństwie można było wywróżyć w prosty sposób. Należało znaleźć dwa młode drzewka i związać im wierzchołki. Jeśli uschną, miłości w małżeństwie nie będzie. Jak się natomiast zazielenią, miłość w małżeństwie murowana. Wierzyła, że przytrafiające się w życiu człowiekowi złe rzeczy są karą bożą. Znała sposoby leczenie jęczmienia w oku polegające na potarciu oka śliną. Można przypuszczać, że jej wiedza opierała się na starych ludowych praktykach stosowanych w leczeniu oraz na obserwacji i logice. Gdyby miała możliwość uczestniczenia w kursach akuszerskich, byłaby pilną słuchaczką i prymuską.

Tekst: Celina Cempa©

Fot. Archiwum Rodziny Nieciów

Dziękuję za pomoc w poszukiwaniu materiałów: Rozalii Nieć, Agacie Sus, Annie Michalskiej, Danucie Cycoń-Dobosz, Melanii Bełżeckiej


0 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

pięć + piętnaście =